środa, 3 lipca 2013

Rozdział 9

- Ciekawa jestem, kto to może być! O tej porze z reguły nikt mnie nie odwiedza! – Zdziwiła się Elena. Gdy poszła otworzyć, Bill szybciutko doprowadził się do porządku po serii łaskotek, jaką zafundowała mu Gotka. Siedząc na biurku i zduszając w sobie ostatnie, delikatne napady śmiechu uznał, że głos dochodzący od strony przedpokoju nie jest mu znany. Czarna Mamba, jak to przed piętnastoma minutami określił znajomą na podstawie jej ulubionego koloru, rozmawiała z posiadaczką delikatnego, ale dojrzałego i kobiecego szeptu…
- Myślisz, że balanga to dobry pomysł? – Elena wydawała się być nie do końca przekonana.
- Oczywiście! Przecież ten… no… jak mu tam…?
- Bill…
– A, właśnie, Bill. Wydał mi się nieśmiały, a nawet jeżeli się pomyliłam, oceniając go, to i tak uważam, że powinnyśmy mu ułatwić nawiązanie kontaktu z naszą klasą. A impreza to najlepsze wyjście. Dziewczyny będą rozluźnione, nie będzie żadnych docinków pod jego adresem… tak myślę…
– No dobra, chyba masz rację. Może jednak zapytajmy, co ON o tym myśli. Chyba chodzi tu o jego dobro, prawda? Zawołam go, niech się dowie, co się dzieje. I przy okazji się poznacie.
– To on tu jest?! – Szept nieznajomej przeszedł w cichy okrzyk zdumienia.
– Owszem, odrabialiśmy razem zadanie z historii. A ile było śmiechu! Jest naprawdę fajny, sama zresztą zobaczysz. Pójdę po niego, siedzi u mnie w pokoju na górze.
– Elena, czekaj. Nie wiem, czy…
– Dziewczyno! Weź ty choć jeden raz schowaj tę swoją nieśmiałość do kieszeni! On już poznał całą naszą paczkę! Zaprosił nas nawet do kawiarni! Tylko z tobą się nie zapoznał!
Czarnemu wielka, lodowata gula przewróciła się w żołądku. Poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła. Miał wrażenie, że albo zaraz zemdleje, albo zacznie skakać i piszczeć ze szczęścia, jak to miał w swoim dziwnym zwyczaju Tom. Z całej paczki nie poznał tylko Steph! A więc to ona musiała rozmawiać z Gotką! Uśmiechnął się.
- No dobrze… Ale Elena… Nie powiedz mu o mnie nic wstydliwego, okay?
– A co, podoba ci się? – Farbi nie znał Czarnej zbyt długo, ale mógłby dać sobie rękę uciąć, że w tym momencie posyła Steph podejrzliwe spojrzenie opatrzone drwiącym uśmieszkiem, które już nie jeden raz wytrąciło go dziś z równowagi.
– NIE! T-to znaczy… nie…
– A więc jednak wpadł ci w oko! – Zawyrokowała Gotka.
– Nieprawda. Ale pomyśl! On będzie z nami chodził do klasy! Jak chlapniesz coś idiotycznego, to nie będę miała życia! Codziennie musiałabym znosić wredne uwagi… Sama rozumiesz…
– I tak ja wiem swoje…
Do uszu Czarnego doszły odgłosy lekkich kroków stąpających z gracją po schodach dziewczyn. Przez jego myśli przemknęło ciche „O mamusiu! Ona tu idzie, ona tu idzie! Dobrze wyglądam? Nie rozmazałem się podczas wygłupów? Jak tam moje włosy, nie oklapły?”. Z miną przerażonej myszki przyskoczył do ogromnego lustra w ramie ze splątanych czarnych winorośli i skontrolował swój wygląd. Wszystko było na szczęście w najlepszym porządku. Dla pewności dotknął włosów na potylicy. Z ulgą przekonał się, że elegancko sterczą we wszystkie strony świata, tak, jak lubił najbardziej. „Ten nowy lakier jest naprawdę dobry, skoro fryz przetrwał nawet czochrańce Svenji i moje rzucanie się po łóżku Eleny, gdy mnie łaskotała”.
Drzwi do pokoju otworzyły się. Elena wpakowała się do środka, potykając po drodze o próg. Stłumiła pod nosem przekleństwo, gdy już odzyskała równowagę. Zaraz po niej, niczym cichy cień, weszła Białowłosa. Prawie nie słychać było jej delikatnych kroczków, kiedy ze spuszczonym wzrokiem sunęła w stronę Eleny i Billa.
– No więc tak; he-ekhem! – Odchrząknęła Czarna obscenicznie, jak przed polityczną przemową, co wywołało tłumione parsknięcie u Farbiego. – Bill… a nie, przepraszam, to od dziewczyn się zaczyna… Steph, to jest Bill, Bill to jest Steph! – Nagle zadzwonił telefon stacjonarny. Gotka uśmiechnęła się delikatnie i opuściła pokój. Sytuacja zrobiła się krępująca. Stephanie dyplomatycznie wyciągnęła w jego stronę długie palce. Gdy podawali sobie ręce chłopak miał wrażenie, że zaraz osunie się na podłogę z rozmarzonym uśmiechem i maślanymi oczkami. On jej DOTKNĄŁ! Juhu! Po chwili zdał sobie sprawę, że Elena i Biała mają bardzo podobne dłonie. Miękka, niezwykle jasna skóra i zadbane, półdługie paznokcie powleczone bezbarwnym lakierem. Svenja miała inne ręce, jej naskórek był opalony i lekko przebarwiony na opuszkach od malowania graffiti, do tego też trochę szorstki od łażenia po murach. „To moje hobby– powiedziała mu przy kawie – chcę wspiąć się kiedyś na Mount Everest. Lubię być wysoko, dlatego od dziecka włażę na wszystkie dachy i jeszcze nie wyrosłam z kolan okaleczonych od kory.” Eva z kolei miała szerokie, a nawet lekko pulchne łapki z krótkimi paznokciami. Pewnie obgryzała je jako dziecko, bo nie miały zbyt pięknego kształtu…
Nagle poczuł coś dziwnego. Jego dłoń zawibrowała, przebiegały ją nieustanne dreszcze, rozprzestrzeniające się w zawrotnym tempie. Po chwili czuł je w okolicach łokcia, ramienia, przeszły na klatkę piersiową i głowę. Serce waliło mu jak szalone i wciąż przyspieszało, miał wrażenie, jakby skórę na całym ciele kłuły igiełki lodu. Chciał krzyczeć, ale nie mógł… Pulsowanie rozsadzało lewą pierś, zaczynało mu brakować tchu, pojawił się potężny ból. Dreszczyki doszły aż do nóg.
– Bill… – Głos Białej dochodził do niego jak przez mgłę.
– Yy… tak?
– Mógłbyś puścić moją rękę? – Miała na twarzy miły, lecz nieco sarkastyczny uśmiech. Jakby zupełnie nic się nie działo. Uśmiech ten przeszedł jednak w wyraz troski, gdy zadała mu pytanie:
– Dobrze się czujesz? Strasznie zbladłeś…
Jak oparzony puścił dłoń dziewczyny, nieznacznie się przy tym odsuwając. Dreszcze, ból i walenie przerażonego serca ustąpiły w tym samym momencie, w którym ich dłonie przestały się dotykać. Nie wiedział, gdzie ma podziać oczy… Nieświadomie zaczął rozmasowywać rękę… W życiu nie doświadczył czegoś takiego…
– Nic mi nie jest. – Rzucił szybko.
– Nie wyglądasz zdrowo… Usiądź, może ci przejdzie… – Biała chwyciła go za łokieć. Znowu. Dreszcze rozeszły się po ciele milion razy szybciej i były dużo silniejsze. Ból w sercu nie pozwalał mu złapać powietrza. Gdy dziewczyna objęła jego plecy i posadziła go na łóżku doszły jeszcze mroczki przed oczami. Wszystko zawirowało…
Nagle weszła Elena. Trzask drzwi sprawił, że Stephanie odwróciła się gwałtownie i puściła Billa. Ten wziął głośny, głęboki wdech i złapał się za rozkołatane serce.
„Nie mogę pozwalać jej mnie dotykać.” - ta myśl nie była przyjemna. Tak się cieszył, że ją poznał, że nareszcie mógł siedzieć obok cudownego snu, a teraz co?! Dyskretnie odsunął się od siedzącej obok niego Białej.
– Bill, ja i Stephanie wpadłyśmy na taki pomysł; urządzimy balangę, na którą zaprosimy fajne dziewczyny z żeńskiego skrzydła naszej szkoły, może trochę kobitek z okolicy też wpadnie. Poznasz je, pogadasz z nimi, no wiesz, żeby nie chodzić po korytarzach samotnie albo tylko i wyłącznie z naszą paczką, ktoś musi ci przecież od czasu do czasu mówić, „Cześć Bill! What’s up?”. Podoba ci się taka perspektywa?
– No jasne! – Rozczochraniec na samą myśl o imprezce podskoczył aż z radości. Brakowało mu tego rodzaju rozrywki. Nagle poczuł wibracje na nodze… Przestraszył się, ale… One były takie… takie zwyczajne… „Uff, to tylko komórka!” – pomyślał. Odebrał.
– Tak, słucham?
– Cześć, synku, gdzie jesteś?
– Cześć mamuś! U koleżanki z klasy.
– O, widzę, że chyba nie jest ci tak źle w nowym otoczeniu! Cieszę się bardzo!
– Ja też…
– Synuś, wróć do domu za jakieś dwie i pół godzinki, bo wtedy będzie kolacja.
– Gotujesz coś specjalnego?
– Tak, twoją ulubioną pieczeń z makaronem.
– Mam rozumieć, że to będzie rodzinna kolacyjka?
– Nie, chociaż tak… no tylko ja, ty, Jörg, Tom, kuzynka Megan i ciocia Kate.
– O, nie, błagam, tylko nie one, mamo, za co?!
– Nie marudź, mam z nimi wiele tematów do omówienia.
– Masz wiele tematów do omówienia z ciocią, a ja jak zwykle będę musiał niańczyć Meg.
– Wytrzymasz.
– Nie mam innego wyjścia.
– To widzimy się w domu?
– Tak. Kocham cię.
– Ja ciebie też, kochanie.
Odłożył słuchawkę. Z kwaśną miną opowiedział dziewczynom o kuzynce Meg; młodszej od niego o półtora roku niskiej blond wredocie, która zawsze uważała się za najdojrzalszą, najpiękniejszą, najwspanialszą, najzgrabniejszą i w ogóle „naj”. Za każdym razem, gdy przyjeżdżała, na Billa spadał przykry obowiązek zabawiania jej. Najłatwiejszym sposobem na to było siedzenie naprzeciw niej i wysłuchiwanie, jakim to się nie jest chudym, niemęskim, niedoskonałym, skobieconym i tak dalej. Jednak dzięki obecności Eleny i Stephanie, która zaczęła nazywać Billa „Simba”, humor mu powrócił. Dwie godziny później ubierał już buty i zakładał kurtkę. Przytulił na pożegnanie Elenę, ale zanim dotknął Steph, to bardzo mocno zacisnął zęby. Tym razem nie poczuł jednak zupełnie nic, poza ciepłem jej ciała i delikatnym zapachem perfum. Gdy trochę mocniej ją do siebie przycisnął doszła do tego jeszcze woń kokosowego szamponu i czegoś, czego nie mógł sklasyfikować…
***
– Bill! Dlaczego się nie odzywasz? Daj spokój, wyglądasz jeszcze gorzej, niż gdy widziałam cię ostatnim razem! Taka laleczka z ciebie. Albo palma. Nie, zbyt puszysty jesteś na palmę. Szczotka do kurzu, tak lepiej. Szczota jesteś. Bill…? Co z tobą, odezwij się, zabaw mnie czymś! W końcu przyjechała do ciebie ukochana kuzynka! Cholera, czy ty wiesz, rozczochrańcu jeden, że myśmy się nie widzieli od bardzo dawna? Szczota!
– Mówiłaś coś…? – Chłopak nie mógł się zupełnie skupić na wykładzie rudzielca pod tytułem „jaki to ty nie jesteś”. Zaintrygowany dziwnymi doznaniami, jakie wywoływała w nim obecność Śnieżki (tak odszczeknął Białowłosej, gdy nazwała go „Simba”), nie mógł się na niczym skupić. Nawet na jego ulubionej pieczeni. Bez przerwy zawieszał się na dłuższą chwilę. Po prostu zatrzymywał wzrok na jakimś przedmiocie, widelcu, kawałku mięsa czy nitce makaronu i myślał. Przywoływał w głowie obraz dziewczyny. A wtedy nawet wiedźmowaty głos ciotki i uwagi mamy nie mogły go wyrwać z tego stanu…
***„Niesamowite. Paranormalne. Dziwne. Te trzy słowa są najlepszymi określeniami dla tego, co czułem dziś, gdy po raz pierwszy dotykała mnie Stephanie. Nie wiem, czy to był zwykły stres związany z tym, że ona mi się, nie ukrywam, bardzo podoba. Wiem, że to okropnie porąbane.
Dziewczyny zaproponowały mi, że urządzą dla mnie imprezkę, abym mógł poznać ciekawe osoby ze szkoły. Myślę, że to świetny pomysł. Jestem ciekaw, co wymyślą, kogo zaproszą i jak to będzie wyglądało.
Tom zupełnie przestał ze mną rozmawiać. Ciągle tylko smutno na mnie patrzy ale nigdy nic nie mówi. Przykro mi z tego powodu… Ostatnio zaczął rzucać lekko kąśliwe uwagi pod moim adresem… Czyżby już skończyły się dla nas dobre czasy…? Ja nie chcę tracić brata! Nie jego!”

***
„Ciekawe. Gdy podałam Billowi rękę, nie mogłam się powstrzymać od myśli, że coś jest nie tak. Zbladł, wyglądał, jakby nie był w stanie złapać powietrza. A gdy próbowałam mu trochę pomóc i podtrzymałam go ramieniem, to wyglądał jeszcze gorzej. Nie rozumiem tego chłopaka. Mimo to intryguje mnie on coraz bardziej…

Nie wiem, czy odnoszę dobre wrażenie, ale wydaje mi się, że rodzice nie mają ostatnio najlepszych kontaktów. Gdy jedliśmy dziś obiad, atmosfera była bardzo napięta, to się czuje przez skórę. Boje się, że dojdzie do jakiejś poważniej kłótni. Ale oby tylko nie to!”

1 komentarz:

  1. JA PIER...PAPIER NO ! JEJKU ! JAKIE TO.. SUPER NO ! LECAM DALEJ KOCHANA ;*!

    OdpowiedzUsuń