niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 15

- Wróciłem! – Ostatni dzień szkoły przed feriami kartoflanymi był dla Billa wyjątkowo nudny. Z czystą przyjemnością wbiegł do domu, zrzucił buty, kurtkę, zaniósł do swojego pokoju plecak i wparował do kuchni, gdzie mama gotowała właśnie obiad. Cmoknął ją w policzek i przyjrzał się zawartości patelni. Skwierczały na niej sporych rozmiarów dwa płaty pangi.
– Rybka, pycha mniam! – Uśmiechnął się, obejmując mamę w talii. Od czasu jego powrotu z imprezy stosunki między nimi wróciły do absolutnej normy. Przytulił się do jej pleców z całej siły, wywołując przy tym delikatne stęknięcie ze strony mamy.
– Bill! Nie masz już pięciu lat i ramion grubości mojego kciuka, jak mnie tak ściśniesz jeszcze raz, to chyba płuca wypluję! – Roześmiała się rodzicielka.
– Psieplasiam… – Spojrzał na nią rozbrajająco.
– Mój syneczek. – Wycisnęła mu na policzku głośnego buziaka. Skrzywił się żartobliwie i zawołał głosem małego chłopaczka:
– Bleee! Mamo! Przestań! – Wytarł teatralnym gestem swój różowy od maminej szminki policzek. Potem uśmiechnął się szeroko i pocałował mamę w to samo miejsce.
– Dobra, gotowe. Nakrywaj do stołu. – Podała Czarnemu pełną garść sztućców. Gdy rozkładał je na stole, mama napełniła dwa talerze jedzeniem.
– A Jörg?
– Nie zauważyłeś? Nie ma go od prawie tygodnia!
– No właśnie…
– Pojechał w sprawach służbowych na dwa tygodnie do Frankfurtu.
– Często wyjeżdża, od kiedy ja i Tom wróciliśmy do domu…
– Daj spokój! On was wcale nie unika, jeśli o tym myślisz!
– Nie? – Popatrzył na nią, unosząc wysoko jedną brew, przymrużając bezczelnie oczy i przechylając głowę w stronę lewego ramienia.
– Nie… – Zdawało się, że Simone albo sama nie wierzy w swoje słowa, albo bardzo chce w nie wierzyć… – Po prostu… Kiedy przyjechaliście nie musiał się już bać, że cos się stanie, albo że będę się źle czuła siedząc sama w domu, bo sama nie jestem, więc może sobie pozwolić na odrobinę… luzu.
– Rozumiem… – Sarkastyczny wzrok Rozczochrańca absolutnie przeczył znaczeniu wypowiedzianego przez niego słowa.
– Sugerujesz coś? – Zmrużyła oczy.
– Zawołam Toma na obiad. – Odparł wymijająco.
– Toma jeszcze nie ma, dziś poszedł z kolegami na imprezę… Chyba już nie słyszy. – Istotnie, Bill, wchodząc po schodach, nie usłyszał już stłumionych słów rodzicielki. Stanął przed drzwiami sypialni brata i zapukał nieśmiało. Nie dotarła do niego żadna odpowiedź, tym samym nie otrzymał co prawda pozwolenia na wejście do pomieszczenia, ale przecież nie otrzymał także zakazu, więc mocno nacisnął klamkę.
„Chyba przeszedł tędy tajfun…” pomyślał, znalazłszy się w środku. Nie bezpodstawnie, zresztą, ponieważ panował tu straszny bajzel. Ciuchy walały się dosłownie wszędzie, tworzyły wręcz dywan, przez który nie widać było paneli podłogi, z żyrandola zwisała nawet koszulka, krzesło od biurka było przewrócone, klawiatura komputera leżała odwrotnie, jakby Tom pisał na niej do góry nogami. Bill, kochający nienaganny porządek, podszedł do biurka i ostrożnie ustawił pionowo siedzisko. Rozejrzał się uważnie. Całkiem możliwym było, że Tom schował się gdzieś za szafą z zamiarem wystraszenia brata. Jednak nie dziś. Czarny pomyślał, że Dread nie lubi, gdy mu się sprząta w pokoju, ale na pewno ucieszy się, gdy brat mu tutaj tylko troszeczkę ogarnie.
Zapominając o obiedzie stygnącym w jadalni zebrał wszystkie ciuchy, złożył je starannie i poukładał w szufladach. Podniósł z podłogi cały stos śmieci, wrzucił je do przepełnionego kubła i zawiązał ucha worka. „Później je wyniosę”, pomyślał. Ułożył stos rozrzuconych po całym biurku kartek w zgrabną piramidkę, podniósł z łóżka gitarę, ostrożnie włożył ją w stojak i przetarł miękką szmatką, pozbywając się ze lśniącego drewna kołderki kurzu. Wygładził starannie pościel. Jego wzrok przykuł róg czarnego notesu wystający spod prześcieradła, którego zwisające niechlujnie boki wciskał pod materac. „Może to jego osobisty zeszyt, naprawdę nie powinienem…”. Na przekór tym myślom, ale nie bez wyrzutów sumienia, delikatnie wyciągnął notatnik… Oczy o mało nie wypadły mu z orbit. Perfekcyjny, mocny makijaż momentalnie rozmyła mu ciepła, gorzka, wielka łza. Zatrzaśnięte już drzwi w jego sercu dla brata zostały dodatkowo zamknięte na klucz. „On czytał mój pamiętnik…”przeleciało mu przez głowę. A zaraz po tym zadał sobie pytanie „Jak on to znalazł?! Przecież było starannie zapakowane i ukryte, razem z innymi…” – zamarł. Razem z innymi! Jeśli znalazł ten jeden, to mógł równie dobrze znaleźć inne! Gwałtownie rzucił się na podłogę i zajrzał pod łóżko. Niestety… Były tam… Wszystkie, co do jednego! Chociaż… Zaraz, chwileczkę! Jeszcze wczoraj wieczorem pisał w swoim bieżącym pamiętniku. Widział go dziś, gdy zaniósł plecak do pokoju, po przyjściu ze szkoły, więc Tom miał tu tylko trzynaście zeszytów. Wściekły Rozczochraniec wyciągnął spod łóżka wszystkie zeszyty oraz rozerwaną folię, którą je kiedyś opakował. Przeliczył bruliony.
– Dwanaście! Jednego brakuje! – Szepnął spanikowany. Dobrze wiedział, którego. Miał trzynaście lat, gdy go pisał. Zawarte tam były dzieje jego podchodów do ówczesnej dziewczyny, konkurs talentów, który był pokazany w telewizji. Najbardziej krępujące przypadki, gdy zaczął mu się okres dojrzewania i nie raz, nie dwa musiał ukrywać mimowolny wzwód siedząc na lekcji, wstawać w nocy i zmieniać prześcieradło z powodu chłopięcych wytrysków. Nie było tu tego pamiętnika. Zanurkował pod łóżko i, świecąc sobie latarką, która pod nim leżała, spróbował go odnaleźć. Ale nie było go w całym pokoju, mimo, że przeszukał wszystkie zakamarki. Znalazł całą stertę starych i nowych pornograficznych gazet. „Tom trzymał je tu pewnie od kiedy dowiedział się, że dziewczyny sikają na siedząco.” skrzywił się. Ale brakującego zeszytu ciągle nie było. Strapiony opuścił pokój, celowo pozostawiając pamiętniki pod łóżkiem Toma
. „Wparuję tu, gdy je będzie czytał. A może on ich wcale nie czytał? Może je znalazł, sprawdził, co jest w środku i chciał mi je oddać?” sam w to nie wierzył. Ale tak bardzo kochał brata, że nie chciał go posądzać o bezczelną zdradę.
Zjadł obiad w zupełnym milczeniu. Umył naczynia w zupełnym milczeniu. Odrobił lekcje w zupełnym milczeniu. Normalnie wcale by nie odrabiał zadania domowego na początku ferii, ale teraz po prostu musiał się czymś zająć. Gdy zamknął zeszyt od matematyki nagle doznał oświecenia.
– Zabrał go do szkoły… Zabrał mój wstydliwy pamiętnik do szkoły, żeby pokazać go tym swoim neandertalczykowatym kumplom! – Ta myśl była bardzo zimna i kłująca, jak maleńkei igiełki wbijające się bezczelnie w umysł…
Trzask drzwi w pokoju obok wyrwał go z letargu ładnych kilka godzin później. Tom wrócił do domu. Gwizdnął głośno na widok swojego pokoju.
– Fiuuu, jaki porządeczek! – Po tonie jego głosu Czarny od razu poznał, że brat jest podpity.
Po upływie około godziny Czarny wstał powoli z fotela w swoim pokoju. Cicho wyszedł do przedpokoju. Bez pukania po prostu otworzył drzwi jaskini jego brata. Zastał go z wypiekami na twarzy, nie wiadomo, czy od alkoholu, czy od tego, co właśnie robił, pochylonego nad rozłożonymi na łóżku, otwartymi pamiętnikami. Gdy Dreadziarz zobaczył autora lektury, mimo szumiących mu w głowie procentów, zrobił się blady jak trup.
– Bill… Ja… – Zająknął się.
– Wiem, co tu robisz, poznaję moje pamiętniki i mam ci do powiedzenia tylko jedno. – Podszedł do niego, ostatnimi siłami powstrzymując płacz. Spojrzał w nienaturalnie rozszerzone tęczówki. „Ćpał! A obiecał mi, że nigdy nie dotknie dragów! Ja też mu przysięgałem! Złamał kolejną obietnicę, znowu! Znowu, znowu!” – to słowo niosło ze sobą tylko czystą, destrukcyjną wściekłość, która ogarnęła całe ciało Billa, wstrząsnęła nim i zawładnęła jego myślami i osłabioną od ostatnich przeżyć wolą. Z całej siły uderzył go pięścią w twarz, wyładowując całą złość i zawód. Gdy tylko poczuł, jak jego kłykcie wbijają się w miękki policzek, od razu pożałował, że to zrobił. Pozostało mu tylko wyplucie wściekłego „Nie jesteś już dla mnie bratem”, trzaśnięcie drzwiami i pobiegnięcie do swojego pokoju… Wpadłszy do niego, omiótł rozgoryczonym spojrzeniem plakaty, po czym dał upust emocjom. Wstrzymywane do tej pory przez tyle dni i tygodni łzy popłynęły długim, rozmazanym potokiem, zabierając ze sobą tusz do rzęs i cień do powiek. Rzucił się na łóżko, krzycząc w poduszkę.
– Mój brat mnie zdradził! Mój własny brat! Nienawidzę go! Nienawidzę!!! – Głośne wrzaski, tłumione częścią pościeli, były mimo wszystko tak silne, że zdzierały gardło. Słone łzy wsiąkały w poduszkę. Kilka minut później nienaturalny, skrzypiący głos wbijał się w miękki materiał, jakby chcąc zranić wszystko, co napotka, wydawało się, że ma siłę, by rozedrzeć mocne włókna. Krzyki powoli cichły, w miarę, jak chłopak tracił siły. W końcu pozostały tylko spazmy, które wstrząsały mocno jego wychudłym ciałem. Delikatne ramiona przytulały się do pościeli, jakby była ostatnim przyjacielem. Z twarzą uwięzioną w poduszce zapadł powoli w niespokojną drzemkę.
Obudziło go skrzypnięcie drzwi. Ciche i nieśmiałe. Podniósł bladą twarz, okoloną burzą rozczochranych włosów i naznaczoną wielkimi czarnymi plamami wokół rozżalonych oczu. Spojrzał na postać w wielkiej koszulce, stojącą w progu.
– Ani kroku dalej… – warknął słabo, zachrypnięty do granic możliwości.
– Ale…
– Cicho…
– Ale ja…
– CICHO, POWIEDZIAŁEM! – Krzyknął, ile sił w płucach. W sumie to miał być to krzyk tylko w założeniu Czarnego. Wyszedł jak wyjątkowo rozpaczliwe pisknięcie rozwścieczonego, głodnego wilczurka. Mimo to, Tom zatrzymał się i umilkł.
– A teraz wyjdź.
– Ale Bill…
– Nie chcę cię słuchać. Zniszczyłeś wszystko, co zbudowaliśmy razem. Wynoś się.
– Bill, to tylko zeszyty…
– Nienawidzę cię! WON! – Więcej Simba już nic nie zapamiętał z tego wieczoru, a właściwie z tej nocy. Może poza kilkoma dźwiękami. Trzask drzwi. Odległe kroki. Kolejna fala płaczu. Nagłe zatracenie głosu z podwodu przemęczonego gardła. Mama głaszcząca jego ramię i okrywająca go kocem. Nadchodzący bardzo powoli, kojący spokój zmęczenia. Ostatnie, maleńkie łzy. Cisza…

______________________________________________________

1 komentarz:

  1. Ojej.... smutne... ooooo... boże....Tom ćpał....o boże no...masakra...biedny Bill ;cc
    Lecę dalej ;****

    OdpowiedzUsuń