wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 18.




- Jeszcze tylko moment, panie Kaulitz, proszę wytrzymać… – pobierano już czwarty pojemnik krwi od Billa. Siostry szpitalne krzątały się naokoło, pilnując, by chłopak nie zasłabł. Stephanie siedziała obok niego i głaskała go po głowie. W tym momencie był blady jak trup a głowa bez przerwy leciała mu do przodu, jakby miał zasnąć. Czasami trzeba mu było pomóc ją podnieść. Mrużył oczy, marszcząc brwi a po chwili szeroko je otwierał, starając się nie stracić ostrości wzroku. Bez przerwy pracował dłonią, bo przy drugim pojemniku krew nie chciała już lecieć. Gdy pielęgniarka wyjęła mu igłę z żyły, syknął głośno i warknął, przyciskając gazę do ranki na wypukłej, sinej żyle przecinającej rękę na pół.
– Ale mnie ręka boli. – Powiedział niewyraźnie, patrząc na Stephanie i uśmiechając się krzywo. Odwzajemniła uśmiech i pogłaskała go po policzku. Głowa znów mu opadła, lecz tym razem już nie podnosiła jej, tylko ułożyła ją sobie na sercu i pozwoliła chłopakowi na chwilę usnąć. Przecież i tak nie miałby siły wstać… Tyle krwi za jednym razem… To było aż niebezpieczne, jednak on nie chciał słyszeć o żadnym ograniczaniu. „Weźcie jej tyle, ile tylko się ze mnie da wyssać” – powiedział w chwilę po tym, jak trochę uspokoił trzęsące się ciało. Siostra pomogła przenieść go do wygodnej, przytulnej poczekalni, żeby mama bliźniaków i dziewczyny nie gnietli się dłużej na twardych, plastikowych krzesełkach. Stephanie z pełną odpowiedzialnością (dobrze wiedziała, że w końcu nie do wytrzymania rozbolą ją nogi) wzięła go na kolana, przykryła kocem i znów utuliła do snu. Był teraz za słaby na jedno słowo protestu, ale była pewna, że gdy tylko dojdzie do siebie będzie niezadowolony, że się wysilała, mogąc go po prostu ułożyć na osobnym fotelu. Jednak ona też na tym skorzystała – w poczekalni było bardzo chłodno, a ciało na jej kolanach przyjemnie ogrzewało… Sama nie wiedziała kiedy, ukołysana spokojnym oddechem Czarnego, oddała się w objęcia Morfeusza.
Obudził ją głos doktora. Zaspana, nie zrozumiała co mówił, spojrzała natomiast na zegarek, którego tarcza swym niemym, cyfrowym językiem powiedziała jej, że spędziła na fotelu w poczekalni ze śpiącym wciąż Billem na kolanach około dwóch i pół godziny. Tak, jak przeczuwała, nogi już troszkę rozbolały, ale nie było jeszcze tak źle, zwłaszcza, że zmęczona, ale nieco rozpogodzona buzia chłopaka sprawiała, że i tak nikt nie miałby serca zmącić jej spokoju.
– …jak sądzisz, Steph? – dokończyła Elena.
– A-ale że jak? – popatrzyła na nią mętnie. – Wybacz, nie słuchałam cię.
– Przed chwilą był tu lekarz, śpiąca królewno, powiedział, żebyśmy poszli do domów, bo Tom na pewno się dzisiaj nie obudzi a i tak przed najbliższe dwa dni nikt nie może wchodzić do jego sali. Bill nie jest w stanie chodzić, więc trzeba będzie zawieźć jego i panią Simone do domu samochodem mamy Niny. Nie wiemy tylko, czy na pewno zostawiać ich samych w domu czy lepiej, żeby jedna lub dwie z nas pomogły im się oporządzić, posprzątały trochę, jeśli zajdzie potrzeba… No wiesz, tak, żeby im trochę ulżyć…
– Ja mogę iść posprzątać, to bardzo dobry pomysł. – Mruknęła Biała.
– Pójdę z tobą. – Powiedziała Nina. Simone prawie popłakała się, szczęśliwa, że nie jest im obojętne to, co się dzieje z nią i z Billem.
***
Światło w pokoju Billa rozbłysło, ukazując trzymającym go na rękach Ninie i Stephanie względny porządek. Było czysto, poza poplamionym czerwonobordową cieczą łóżkiem. Wymieniły spojrzenia – obie wiedziały, co to za ciecz i skąd się tam wzięła. Ułożyły Czarnego na łóżku i, słysząc, jak mama bliźniaków kąpie się w łazience, posprzątały pościel, przetrząsnęły kilka szafek, znalazły czyste poszewki na poduszkę i kołdrę, poszamotały się z nimi chwilę i rozścieliły w końcu łóżko. Pozamiatały w pokoju Simone i upewniły się, że poszła spać. Wróciły do Billa. Spał dalej.
– Trzeba by go trochę odświeżyć. – Nina wzięła się pod boki. – Z tego, co mówiła Simone, nie kąpał się od ładnych kilku dni.
– Owszem, nie do końca miło trzymało mi się go na kolanach.
– Myślisz, ze się obudzi, jak go rozbierzemy i umyjemy w ciepłej wodzie?
– Rozbierzemy?
– Nie do naga. Do majtek.
– Chyba się nie obudzi. Przespał na moich kolanach około trzy godziny, nie ruszyła go nawet jazda samochodem ani wnoszenie do domu.
– No to zanieśmy go do łazienki i do roboty! – Delikatnie uniosły go i przetransportowały na krzesełko w łazience. Nina poszła po piżamę a Steph miała go rozebrać. Najpierw zdjęła mu bluzę, potem spodnie i koszulkę. Trochę było trudno unieść mu obie ręce naraz i zdjąć ją przez głowę, ale udało się. W momencie, gdy ciuch był na przedramionach, jego twarz wpadła w biust dziewczyny. Momentalnie się zaczerwieniła, ale nie mogła nic zrobić, bo gdyby odskoczyła, upadłby i pewnie się obudził, a dopiero byłby wtedy pasztet, gdyby zauważył, że nie ma na sobie spodni. Delikatnie zdjęła wiec koszulkę do końca i odsunęła go od siebie. Całą scenę z boku oglądała Nina. Steph spojrzała na nią i zarumieniła się jeszcze bardziej na widok jej uniesionej brwi.
– Ja… ja tylko… no wiesz… – zakrztusiła się własnymi słowami.
– Rozumiem. – Puściła jej oczko.
– Ale to nie tak!…
– Nie krzycz, bo go obudzisz. – Skinęła na chłopaka. Z czystym obrzydzeniem zdjęły mu skarpetki, choć w sumie wcale tak nie śmierdziały, ale dziewczyny musiały jakoś rozładować ciężką atmosferę dzisiejszego dnia, na co najlepszym sposobem było pośmiać się chociażby ze skarpetek.
– Słuchaj, jak my go umyjemy nie mocząc się przy okazji? – Zauważyła Steph.
– Dobre pytanie… Rozbierzmy się do bielizny, najwyżej się potem wytrzemy. – Odpowiedziała Nina, ściągając już swoją wydekoltowaną bluzeczkę, szorty i rajtuzy. Biała poszła w jej ślady i zrzuciła rybaczki i obcisły T-shirt. Stały przed sobą w samej bieliźnie.
Steph musiała przyznać, że kształty Niny imponowały rozmiarem nawet teraz. Bez pardonu zapytała ją:
– Masz silikony czy wrodzone duże D?
– Wrodzone. Po stronie taty. Jego mama ma taaakie piersi, mówię ci! – Zachichotały.
– Też bym takie chciała! – Zaśmiała się Biała. Ku jej zdziwieniu Nina zbaraniała.
– Przecież ty masz spory biust! Inaczej głowa Billa by w nim nie utonęła. – Zarechotała. – Ale tak na serio, to wystarczy, żebyś tylko trochę wyeksponowała swoje kształty i wszystkim szczęki poopadają!
– Mówisz?
– Mówię. Ale teraz zajmijmy się lepiej nim. – Wskazała na Billa, który kimał sobie spokojnie na zimnym brodziku prysznica.
Pół godziny później, przemoczone, zmęczone, ale zadowolone dziewczyny przykryły kołdrą czyściutkiego, pachnącego chłopaka. Steph złapała za gumkę od bokserek z jednej strony a Nina z drugiej i zdjęły mu pod pledem mokre majtki.
– Przecież i tak niczego nie widziałyśmy. Jak sie obudzi to pomyśli, że go mama ukołysała. – puściły sobie perskie oczko.
– Teraz my. Musimy się doprowadzić do porządku, jesteśmy całkiem mokre! – skrzywiła się Nina. Miała absolutną rację, z ich staników woda ściekała. To dlatego, że Stephanie nie mogła utrzymać sama śliskiego od mydła, ciężkiego Billa i musiały wejść do kabiny obie. Cud, że się nie obudził, za to ich ciuchy leżące na podłodze zostały „trochę” pozalewane.
– To prawda. Może pożyczmy sobie jakieś ciuchy od Billa?
– Zapomnij, nie będę od niego pożyczać majtek!
– Sukienka Simone?
– Śpi, lepiej jej nie budzić.
– Zostaje nam szafa Toma. Jego koszulki są tak duże, że pozasłaniają, co trzeba. Posiedzimy w kuchni, rozwiesimy rzeczy na kaloryferze i zaczekamy aż wyschną.
– Dobry pomysł.
Kiedy jednak weszły do pokoju Dreda, ten pomysł nie był już taki kolorowy. Powietrze było zatęchłe, śmierdziało alkoholem i smutnym człowiekiem. Koło łóżka, na ścianie pod oknem i w kącie były ślady jego krwi. Obok biurka leżał ubrudzony zakrzepłą, brązowawą cieczą nóż. Najostrożniej, jak potrafiły przedostały się do komody. Ciuchy na szczęście były ułożone i świeże. Nina wybrała zielono-białą koszulkę z nadrukiem a Stephanie czarną z wielką dłonią odbitą na środku. Na dole szuflady znalazły ciekawe pudełeczko z napisem „Nie dotykać, chyba, że dotykać ;D”. Spojrzały po sobie. Wyciągnęły je i otworzyły.
– Fe! – Powiedziała Nina na widok kilku pasków nieotwartych prezerwatyw. Gdy podniosły tę warstwę ich oczom ukazał się znacznie ciekawszy widok.
– Uuu… – Stephanie zmrużyła oczy na widok czterech par kajdanek z futerkiem; białej, czerwonej, różowej i czarnej. Zaśmiały się. Pod spodem było jeszcze kilka pornosów, kilka kompletów śmiesznej erotycznej bielizny, pejcz i parę co najmniej dziwnych zabawek, których przeznaczenia nie chciały nawet zgadywać… Włożyły wszystko spowrotem do pudełka i, unikając wzrokiem bordowych plam na ścianach i łóżku, wzięły koszulki i uciekły z pomieszczenia.
***

– Ciuchy już nam prawie wyschły. – Powiedziała Nina, siadając obok Steph przy stole.
– To dobrze. Koszulki Toma na dłuższą metę są wygodne, ale niezbyt praktyczne…
– A zmieniając temat. Ja serio mówiłam o tym zaznaczaniu atutów. Naprawdę powinnaś od czasu do czasu założyć krótszą spódniczkę albo bluzkę.
– Myślisz?
– Ja to wiem. Zabiorę cię na zakupy i wybierzemy razem…
– O nie, nie, Nina, nie mogę znowu jechać miasto na twój koszt.
– W porządku, nie ma problemu, ja naprawdę chętnie…
– Nie, Nina! Co na to twoi rodzice? Wydajesz na koleżankę ich pieniądze…
– To nie są ich pieniądze! – Zaśmiała się Nina.
– Wiec czyje?
– Moje! Pracuję jako modelka i fotomodelka. Znana, ale na szczęście nie w Niemczech.
– Naprawdę?
– Jasne! Kiedyś ci o tym opowiem.
– A mogłybyśmy zabrać ze sobą dziewczyny?
– Pewnie! Pójdziemy na pizzę… Chociaż nie. Za jakiś czas znowu sesja. Nie mogę się opychać…
– Przestań, wyglądasz świetnie! Jedną pizzę łatwo ci będzie spalić, a na jogging wybiorę się z tobą!
– No to ekstra… – W tym momencie z pokoju Simone dobiegły odgłosy jej przewracania się na drugi bok. – Jak myślisz, będzie dobrze?
– Z czym?
– Z Tomem… Martwię się Billa.
– A Tom? To nie twój chłopak?
– Chłopak? A skąd! – Żachnęła się dziewczyna. – Polubiliśmy się, ale nie ma tu mowy o byciu razem! No coś ty, nie wytrzymałabym z nim!
– Nie ty jedna! – Zaśmiały się. – Myślę, że z tego wyjdzie. Bill za bardzo go kocha, żeby ktoś ich chciał rozdzielić…
– Wiesz, co… Nie wydało ci się, że przy pierwszym dotknięciu gdy poznałaś Billa on jakby dostał ataku? – Nina spoważniała.
– To prawda… – Steph zwęziła oczy w szparki. – Do czego zmierzasz?
– Widzisz, to bierze się stąd, że…

________________
Martek