Iż gdyż mam an dysku jeszcze ten rozdział to go dodaję już dziś xd Zapraszam do komentowania ;**
Martua
__________________________________________________________________
Bill przychodził do Toma codziennie, chociaż na pół godziny. Czasem dwa razy na dzień, jeśli coś go wyjątkowo wkurzyło lub ucieszyło. Czasem towarzyszyła mu Stephanie, częściej jednak Nina, która, mimo, że zarzekała się na wszystkie świętości to czuła chyba coś do Dredziarza, bo kiedyś, gdy Bill wyszedł do toalety, zastał przyjaciółkę ze łzami w oczach pochyloną nad twarzą chłopaka, jedną ręką głaszczącą go po głowie a drugą ściskającą jego dłoń. Raz poszedł do brata z Eleną, ale właściwie nie dlatego, że ona potrzebowała zobaczyć się z Tomem. Miała krótką, lekką depresję jesienną. Potrzebowała zeszytu i długopisu. Musiała napisać kilka wierszy dla własnego spokoju i harmonii, jednak nie miała pomysłów i to ją jeszcze bardziej irytowało. Nieruchoma, zastygła twarz blondyna doskonale nadawała się na natchnienie dla tej wampirzycy. Z typowo gotycką fascynacją przyglądała się nieruchomemu ciału Dredziarza, jakby był trupem czy czymś w tym rodzaju. Bill nic wtedy nie mówił, patrząc na nią wręcz rozbawiony. Poza tym zżył się z Eleną przez ostatnie dni. Przychodził do niej i bawili się razem z jej psotnym kociakiem. Dzięki temu unikał ciężkiej atmosfery w domu. Opowiadał nieprzytomnemu bratu każdą sekundę z życia jego, mamy, kumpelek. Często pieszczotliwym gestem przekładał mu dready, gładził go po dłoni. Martwiło go, że ferie się kończą, bo nie będzie miał czasu na odwiedzanie brata, jednak pocieszały go dziewczyny.
***
Któregoś dnia przyszedł do Eleny cały rozpromieniony. Gdy powitała go w drzwiach z radości cmoknął ją w policzek tak mocno, że jej mama dyskretnie wyjrzała z kuchni. Czarne kociątko dziewczyny przypałętało się do przedpokoju i leniwie otarło o nogi chłopaka w oczekiwaniu na swoją porcję pieszczot. Uśmiechnięty nastolatek wziął je na ręce i przez następne pół godziny głaskał i drapał aż zwierzątko usnęło. Położył je na kolanie i sięgnął po kubek gorącej czekolady przygotowany dla niego przez Gotkę.
- Co ty taki zadowolony dzisiaj?
- Tomowi zdjęli maskę tlenową! Samodzielnie oddycha! – Wykrzyczał rozpromieniony.
- To świetnie! – Uściskała go.
- A wiesz co jest jeszcze lepsze? Kiedy położyłem się obok niego widziałem, że porusza leciutko oczami pod powiekami! Jakby miał się obudzić!
- Nie tak szybko, kowboju! – Powiedziała poważnie.
- No co?
- Dobrze wiesz, że Tom tak szybko się nie obudzi!
- Czemu tak mówisz? – Zapytał. Dobry humor zupełnie znikł z jego oczu.
- Bill… – Westchnęła i objęła go jednym ramieniem. – On porusza oczami, bo jest w śpiączce. Głębokiej śpiączce. Nie wiem, czy cię słyszy, czy nie, ale te drgania oczu mogą być po prostu odruchowe, no wiesz… Przypadkowe.
- Wiem… – Skrzywił się lekko. Kot śpiący na jego nodze ziewnął i otworzył bursztynowe oczka. Spojrzał na Czarnego wesoło, ale gdy tylko zauważył, że został odsunięty od ciepłego brzucha na kolano, jego wzrok przybrał wyraźną nutę zarzutu. Wstał na łapki i, bujając się lekko, przeszedł na udo, po czym wsadził nosek pod dosyć szeroką jak na Billa koszulkę, przepchnął pod rąbkiem materiału głowę i łapki i ułożył się, wtulając w nagą, rozgrzaną skórę. Postawił na swoim. Tak jak Tom. Ale zanim to zrobił… obudził się przecież. Czy to nie jakiś znak?
- Przygotowana już jesteś na to, że pojutrze wracamy do szkoły?
- Nie. – Roześmiała się. – Ale żebyś słyszał Svenję! Ta to dopiero jest zrozpaczona!
- Domyślam się. – Puścił do niej oczko. Wszyscy wiedzieli, że, mimo niezłych ocen, Svenja serdecznie nie cierpi szkoły. Na ostatniej lekcji nie można było z nią czasem wytrzymać, wierciła się, oglądała na zegarek co pięć sekund, przewracała oczami, stukała ołówkiem, słowem robiła wszystko, tylko nie słuchała nauczyciela. Może poza lekcją angielskiego. Ich nauczycielce pomagał od pewnego czasu młodziutki praktykant o podobnym stylu co ich rozrabiara – duże spodnie i koszulka oraz luźno zawiązany krawat. Gdy prowadził lekcję dziewczyna siedziała cichutko i spokojnie i jak zaczarowana słuchała, a raczej pożerała słowa chłopaka. Wodziła za nim wzrokiem bez przerwy, a gdy przechodził obok jej ławki momentalnie spuszczała oczy i uporczywie gapiła się na swoje paznokcie lub czubek długopisu. Za każdym razem gdy tak się działo Bill i Doris, którzy na angielskim siedzieli niedaleko siebie, rzucali sobie znaczące spojrzenia pod tytułem „mała Svenja się zabujała”.
- Tak czy inaczej zamierzam się dzisiaj zobaczyć z resztą paczki.
- Steph będzie? – Zapytał odruchowo Czarny. Już sekundę po tym pytaniu oblał się pąsowym rumieńcem i pożałował, że w ogóle je zadał. Elena miała paskudny zwyczaj odgadywania wszystkich jego myśli bazując wyłącznie na gestach i spojrzeniach, no i oczywiście na rumieńcach, które raz po raz wykwitały na jego pociągłej twarzy, gdy wspominano o Białowłosej.
- Niestety nie od początku. Znowu wybiera się z Niną do miasta.
- Polubiły się. – Uśmiechnął się z ulgą. Kiedyś w życiu nie odważyłby się zagadać do żadnej dziewczyny, dopóki nie obejrzała jej Nina. Potem potencjalne cele flirtu sprawdzał Tom, ale i tak zawsze wychodziło na to, że to wieloletnia przyjaciółka lepiej się na tym znała. Tak więc jeśli zaprzyjaźniła się ze Stephanie, to może startować.
- Posłuchaj, Bill… Pamiętasz, jak w pierwszy dzień szkoły pokazałeś nam portret Stephanie?
- Pamiętam. – odparł.
- Narysowałeś ją wtedy ze snu…
- Do czego zmierzasz?
- Czy ona śni ci się dalej? – wypaliła.
- Wiesz… – Zawahał się przez moment. – Właściwie to od dnia, gdy się z nią zapoznałem nie odwiedzała mnie w nocy ani razu.
- Dziwne… – Schyliła głowę.
- Potwierdzam. – Powiedział. Gdy po upływie dwóch minut cisza zaczynała mu się dłużyć, delikatnie wyjął kota spod koszulki, chwycił małą poduszeczkę leżącą obok niego i rzucił w nią. Z początku, wyrwana z zadumy, nie wiedziała, co się dzieje. Gdy na niego spojrzała, aniołkowatym spojrzeniem podziwiał sufit. Jednak w moment potem kolejna poducha wyrżnęła o jego potylicę. Zwężone w szparki oczy chłopaka mówiły jedno: „Nie puszczę płazem!”. Okładali się przez kolejne dwie i pół godziny, śmiejąc perliście. Jedna z długich, czarnych spódnic, które Elena zwykła nosić nawet po domu, wyraźnie jej przeszkadzała.
- Poczekaj, muszę się przebrać. – Wysapała, zrzucając poduszki i koc z pleców i potarganej głowy. Miękkim, szybkim ruchem odrzuciła ich plątaninę, będącą kiedyś luźnym, równo zaplecionym warkoczem, zsunęła się z materaca i zniknęła za drzwiami z weneckiego lustra, stanowiącego wrota do wypełnionego czernią, purpurą, bielą i czerwienią królestwa, czyli jednym słowem udała się do garderoby. Wróciła po chwili w obcisłym topie i najzwyklejszych dżinsach.
- Umiesz pleść warkocze? – Zapytała, stojąc przed nim zgięta wpół, szarpiąc drewnianą szczotką czarną burzę zwisającą z jej głowy. Zastanowił się chwilę. Czteroletnia Nina często prosiła go po zabawie w piaskownicy żeby poprawił jej warkoczyki. Z reguły się udawało, ale może wypadł z wprawy…? Nie zaszkodziło sprawdzić.
- Spróbuję. – Rzucił krótko. Gestem poprosił, by usiadła plecami do niego. Zabrał dziewczynie szczotkę i za jej pomocą bardzo delikatnie rozdzielił czarną gęstwę na trzy grube części. Następnie, po chwili wahania zaczął sobie przypominać – lewy kosmyk do środka, potem prawy, lewy, prawy… Na koniec czerwona gumka i gotowe. Rzucił grubą linę na tors dziewczyny.
- Bardzo ładnie. – Skwitowała z ciepłym uśmiechem, nagradzając go głośnym cmoknięciem w policzek. Jak zwykle zrobił się buraczano pomidorowy i jak zwykle dziewczyna zachichotała.
- Tomowi zdjęli maskę tlenową! Samodzielnie oddycha! – Wykrzyczał rozpromieniony.
- To świetnie! – Uściskała go.
- A wiesz co jest jeszcze lepsze? Kiedy położyłem się obok niego widziałem, że porusza leciutko oczami pod powiekami! Jakby miał się obudzić!
- Nie tak szybko, kowboju! – Powiedziała poważnie.
- No co?
- Dobrze wiesz, że Tom tak szybko się nie obudzi!
- Czemu tak mówisz? – Zapytał. Dobry humor zupełnie znikł z jego oczu.
- Bill… – Westchnęła i objęła go jednym ramieniem. – On porusza oczami, bo jest w śpiączce. Głębokiej śpiączce. Nie wiem, czy cię słyszy, czy nie, ale te drgania oczu mogą być po prostu odruchowe, no wiesz… Przypadkowe.
- Wiem… – Skrzywił się lekko. Kot śpiący na jego nodze ziewnął i otworzył bursztynowe oczka. Spojrzał na Czarnego wesoło, ale gdy tylko zauważył, że został odsunięty od ciepłego brzucha na kolano, jego wzrok przybrał wyraźną nutę zarzutu. Wstał na łapki i, bujając się lekko, przeszedł na udo, po czym wsadził nosek pod dosyć szeroką jak na Billa koszulkę, przepchnął pod rąbkiem materiału głowę i łapki i ułożył się, wtulając w nagą, rozgrzaną skórę. Postawił na swoim. Tak jak Tom. Ale zanim to zrobił… obudził się przecież. Czy to nie jakiś znak?
- Przygotowana już jesteś na to, że pojutrze wracamy do szkoły?
- Nie. – Roześmiała się. – Ale żebyś słyszał Svenję! Ta to dopiero jest zrozpaczona!
- Domyślam się. – Puścił do niej oczko. Wszyscy wiedzieli, że, mimo niezłych ocen, Svenja serdecznie nie cierpi szkoły. Na ostatniej lekcji nie można było z nią czasem wytrzymać, wierciła się, oglądała na zegarek co pięć sekund, przewracała oczami, stukała ołówkiem, słowem robiła wszystko, tylko nie słuchała nauczyciela. Może poza lekcją angielskiego. Ich nauczycielce pomagał od pewnego czasu młodziutki praktykant o podobnym stylu co ich rozrabiara – duże spodnie i koszulka oraz luźno zawiązany krawat. Gdy prowadził lekcję dziewczyna siedziała cichutko i spokojnie i jak zaczarowana słuchała, a raczej pożerała słowa chłopaka. Wodziła za nim wzrokiem bez przerwy, a gdy przechodził obok jej ławki momentalnie spuszczała oczy i uporczywie gapiła się na swoje paznokcie lub czubek długopisu. Za każdym razem gdy tak się działo Bill i Doris, którzy na angielskim siedzieli niedaleko siebie, rzucali sobie znaczące spojrzenia pod tytułem „mała Svenja się zabujała”.
- Tak czy inaczej zamierzam się dzisiaj zobaczyć z resztą paczki.
- Steph będzie? – Zapytał odruchowo Czarny. Już sekundę po tym pytaniu oblał się pąsowym rumieńcem i pożałował, że w ogóle je zadał. Elena miała paskudny zwyczaj odgadywania wszystkich jego myśli bazując wyłącznie na gestach i spojrzeniach, no i oczywiście na rumieńcach, które raz po raz wykwitały na jego pociągłej twarzy, gdy wspominano o Białowłosej.
- Niestety nie od początku. Znowu wybiera się z Niną do miasta.
- Polubiły się. – Uśmiechnął się z ulgą. Kiedyś w życiu nie odważyłby się zagadać do żadnej dziewczyny, dopóki nie obejrzała jej Nina. Potem potencjalne cele flirtu sprawdzał Tom, ale i tak zawsze wychodziło na to, że to wieloletnia przyjaciółka lepiej się na tym znała. Tak więc jeśli zaprzyjaźniła się ze Stephanie, to może startować.
- Posłuchaj, Bill… Pamiętasz, jak w pierwszy dzień szkoły pokazałeś nam portret Stephanie?
- Pamiętam. – odparł.
- Narysowałeś ją wtedy ze snu…
- Do czego zmierzasz?
- Czy ona śni ci się dalej? – wypaliła.
- Wiesz… – Zawahał się przez moment. – Właściwie to od dnia, gdy się z nią zapoznałem nie odwiedzała mnie w nocy ani razu.
- Dziwne… – Schyliła głowę.
- Potwierdzam. – Powiedział. Gdy po upływie dwóch minut cisza zaczynała mu się dłużyć, delikatnie wyjął kota spod koszulki, chwycił małą poduszeczkę leżącą obok niego i rzucił w nią. Z początku, wyrwana z zadumy, nie wiedziała, co się dzieje. Gdy na niego spojrzała, aniołkowatym spojrzeniem podziwiał sufit. Jednak w moment potem kolejna poducha wyrżnęła o jego potylicę. Zwężone w szparki oczy chłopaka mówiły jedno: „Nie puszczę płazem!”. Okładali się przez kolejne dwie i pół godziny, śmiejąc perliście. Jedna z długich, czarnych spódnic, które Elena zwykła nosić nawet po domu, wyraźnie jej przeszkadzała.
- Poczekaj, muszę się przebrać. – Wysapała, zrzucając poduszki i koc z pleców i potarganej głowy. Miękkim, szybkim ruchem odrzuciła ich plątaninę, będącą kiedyś luźnym, równo zaplecionym warkoczem, zsunęła się z materaca i zniknęła za drzwiami z weneckiego lustra, stanowiącego wrota do wypełnionego czernią, purpurą, bielą i czerwienią królestwa, czyli jednym słowem udała się do garderoby. Wróciła po chwili w obcisłym topie i najzwyklejszych dżinsach.
- Umiesz pleść warkocze? – Zapytała, stojąc przed nim zgięta wpół, szarpiąc drewnianą szczotką czarną burzę zwisającą z jej głowy. Zastanowił się chwilę. Czteroletnia Nina często prosiła go po zabawie w piaskownicy żeby poprawił jej warkoczyki. Z reguły się udawało, ale może wypadł z wprawy…? Nie zaszkodziło sprawdzić.
- Spróbuję. – Rzucił krótko. Gestem poprosił, by usiadła plecami do niego. Zabrał dziewczynie szczotkę i za jej pomocą bardzo delikatnie rozdzielił czarną gęstwę na trzy grube części. Następnie, po chwili wahania zaczął sobie przypominać – lewy kosmyk do środka, potem prawy, lewy, prawy… Na koniec czerwona gumka i gotowe. Rzucił grubą linę na tors dziewczyny.
- Bardzo ładnie. – Skwitowała z ciepłym uśmiechem, nagradzając go głośnym cmoknięciem w policzek. Jak zwykle zrobił się buraczano pomidorowy i jak zwykle dziewczyna zachichotała.
***
- Tom! Bill! Wracajcie do domu, obiad na stole! – Zawołała mama. Tom obrócił się gwałtownie w stronę domu, tracąc piłkę z oczu. To był błąd, bo po chwili twardy skórzany balon rąbnął go porządnie w potylicę, aż mu w oczach pociemniało.
- W porządku? – zapytał go umorusany brat.
- Chyba tak… – skrzywił się, masując obolałe miejsce – Będę miał guza…
- Miałeś brać na główkę!
- Mama zawołała…
- Prawda, chodźmy jeść! – Przerwał mu z szerokim uśmiechem, pędząc w stronę drzwi – Kto ostatni ten trąba! – Ze śmiechem Tom poderwał się z ziemi i rzucił się w pościg za chłopcem.
- W porządku? – zapytał go umorusany brat.
- Chyba tak… – skrzywił się, masując obolałe miejsce – Będę miał guza…
- Miałeś brać na główkę!
- Mama zawołała…
- Prawda, chodźmy jeść! – Przerwał mu z szerokim uśmiechem, pędząc w stronę drzwi – Kto ostatni ten trąba! – Ze śmiechem Tom poderwał się z ziemi i rzucił się w pościg za chłopcem.
Trochę później siedzieli w czystych ubraniach na kanapie i pili herbatę z mlekiem. Rzadko zdarzało się, żeby któryś z nich przerywał święty rytuał oglądania popołudniowych kreskówek, toteż bardzo zdziwiło przyszłego Dredziarza, gdy brat odchrząknął i zapytał nieśmiało:
- Myślałeś poważnie o tym zespole?
- Jasne. – Odparł, nie spuszczając oczu z Królika Bugsa zawiązującego myśliwemu strzelbę na piękną kokardkę. Uśmiechnął się lekko.
- Tom, ja pytam serio.
- A ja serio odpowiadam. Napisałeś już jakąś piosenkę?
- Próbowałem, ale niezbyt mi idzie.
- Może na początek przerób jakiś tekst Neny.
- Hm… to nie jest głupi pomysł.
- Ja nie miewam głupich pomysłów. – Popatrzył na brata z wyższością.
- Głupi jesteś. – Skrzywił się młody poeta. Po chwili obaj wybuchli śmiechem, Bill dlatego, że rozbawiła go gra słów, Tom dlatego, że czuł się tak… beztrosko. Wakacje, żadnego chodzenia do szkoły, herbata z mlekiem, kreskówki, zmartwienia typu „czy uda mi się kiedyś samemu podciągnąć kalesonki albo wbić gwóźdź jak tata” i tym podobne. Nie było problemów z kategorii „kasa” „laski” „nieprzespane noce” „obowiązki” „czy Jost się zgodzi” „jeśli media się dowiedzą”.
- Myślałeś poważnie o tym zespole?
- Jasne. – Odparł, nie spuszczając oczu z Królika Bugsa zawiązującego myśliwemu strzelbę na piękną kokardkę. Uśmiechnął się lekko.
- Tom, ja pytam serio.
- A ja serio odpowiadam. Napisałeś już jakąś piosenkę?
- Próbowałem, ale niezbyt mi idzie.
- Może na początek przerób jakiś tekst Neny.
- Hm… to nie jest głupi pomysł.
- Ja nie miewam głupich pomysłów. – Popatrzył na brata z wyższością.
- Głupi jesteś. – Skrzywił się młody poeta. Po chwili obaj wybuchli śmiechem, Bill dlatego, że rozbawiła go gra słów, Tom dlatego, że czuł się tak… beztrosko. Wakacje, żadnego chodzenia do szkoły, herbata z mlekiem, kreskówki, zmartwienia typu „czy uda mi się kiedyś samemu podciągnąć kalesonki albo wbić gwóźdź jak tata” i tym podobne. Nie było problemów z kategorii „kasa” „laski” „nieprzespane noce” „obowiązki” „czy Jost się zgodzi” „jeśli media się dowiedzą”.
Gdy wieczorem kładł się spać stwierdził, że nie chce wracać. Nie chce znowu być osiemnastoletnim pijaczyną. Nie chce zdawać żadnej zasmarkanej matury ani nawet zabawiać się z dziewczynami. Chciał tu zostać, w przeszłości, cieszyć się każdą chwilą dzieciństwa jeszcze raz, wiedząc, co przeżywa, doceniać każdą drobną radość, uśmiechać się na myśl, że wredna sklepikarka wiecznie patrząca mu na ręce będzie kiedyś błagała, by ukradł coś z jej sklepu, aby móc się tym pochwalić przed koleżankami. Chciał zostać. Nie żal mu było martwiącego się o niego brata, nie myślał o nim. Bo przecież ma brata także tutaj…
***
Pierwszy tydzień szkoły po feriach był tak jednostajny i nudny, że Czarnemu zupełnie nic się nie chciało. Dokończył już zupełnie portret Stephanie, cały dzień potrafił przesiedzieć w Internecie, przy książkach albo u Toma. Deszcz lał jak z cebra. Dopiero w piątek po południu słońce niespodziewanie przypiekło. Wszędzie było sucho, powietrze pachniało orzeźwiająco spadającymi liśćmi a kolory drzew wprost kusiły do udania się na spacer po parku czy lesie.
Jednak Bill nie znosił lasu, nie cierpiał miejsc gdzie nie było nic stworzonego przez człowieka. Nienawidził kleszczy, błota, zbutwiałych roślin, robali, ptaków, węży, słowem wszystkiego, czego było pod dostatkiem w miejscach dziewiczej zieleni. Zrozumiałe więc było jego zniechęcenie, gdy dziś po lekcjach Stephanie złapała go na boisku żeńskiego skrzydła i zaproponowała mu wycieczkę z aparatem wprost do serca pobliskiego lasku. Plastyczka zapowiedziała konkurs fotograficzny i dziewczyna bardzo chciała wziąć w nim udział. Wykręcał się jak mógł, ale przenikliwe, zielone oczy dziewczyny zdradziły mu, że jeszcze słowo, a ucieknie z płaczem w przekonaniu, że nie chce z nią przebywać i do końca znajomości będzie mógł co najwyżej pomarzyć o wtuleniu twarzy w pachnącą kokosami białą plątaninę okalającą jej twarz. Westchnął i rzucił:
- A właściwie, to czemu nie? Jest piątek, nauka poczeka. Przyjdę po ciebie. – Opatrzył wypowiedź przekonującym uśmiechem.
Natychmiast się rozjaśniła, nie zważając na kilka nieprzyjemnych gęb przypatrujących się im z sąsiedniego boiska zarzuciła mu ręce na szyję, cmoknęła w policzek i krzyknęła na odchodnym:
- Będę czekać u siebie! – Oczywiście jego rówieśnicy płci męskiej od razu zaczęli poszturchiwać się z głupimi uśmieszkami. Przewrócił oczami. Był więcej niż pewien, że ich zboczone myśli przeszły na jednoznaczne tory. Obrócił się ku bramie szkoły. Jego uwagę przykuła biegnąca ku niemu blondynka w krótkich szortach, grubych rajtuzach opinających zgrabne, długie nogi i jasnoróżowej bluzie, z błyszczącą torbą zarzuconą na ramię. Rozpuszczone, jaśniutkie włosy przyklejały jej się co chwila do błyszczyka. Wyszczerzył zęby. Kogo jak kogo, ale Niny nie można było nie zauważyć w tłumie. Już po chwili czuł ręce przyjaciółki obejmujące go mocno w pasie.
- Stęskniłaś się za mną? – zapytał wciąż bezczelnie się szczerząc.
- Jasne, myślisz że tak łatwo mi bez ciebie wytrzymać? – Spojrzała na niego, teatralnie wydymając wargę jak małe dziecko mające zamiar się rozpłakać.
- Biedactwo ty moje… – zachichotał – Jak ty to robisz, że choćbym miał najgorszy dzień, to jak cię widzę robi mi się lepiej? – Przytulił ją. Uderzył go mocny zapach kwiatowej wody toaletowej.
- Nie wiem, chyba po prostu mnie uwielbiasz. – Uniosła brew.
- Chyba tak. Szkoda, że chodzisz do równoległej klasy. Wolałbym cię koło siebie w ławce. – Zmałpował jej minę. Kątem oka złowił kilka wściekłych min i paskudnych gestów przesyłanych mu zza siatki boiska. W duchu czuł złośliwą satysfakcję. Wielu chłopakom już w dzieciństwie bardzo podobała się Nina. Dlatego zawsze miał ją na oku i był bardzo krytyczny wobec jej „ukochanych”, bo jej styl był zwodniczy. Nieraz miał rację i dziewczyna słuchała jego rad.
- Bill, rozmawiałam ze Stephanie. Pamiętasz, jak na basenie powiedziałam ci, co czujesz?
- Tak, skąd wtedy wiedziałaś? – (patrz: rozdział 12 „Bingo!…”) Wytrzeszczył na nią oczy.
- Ech, znam cię przecież bardzo dobrze. Bill, to się bierze ze stresu. Też to znam. Jestem fotomodelką, wspominałam ci? Jeżdżę w trasy, tak jak ty i robię zdjęcia przy wieży Eiffla, London Eye i innych sławnych miejscach. A wiesz, co przeczytałam ostatnio? Że ludzie poddani ogromnemu stresowi służbowemu właśnie tak odbierają stresy prywatne. Przy Stephanie denerwowałeś się, bo ci się podobała, przy mnie, bo nie wierzyłeś, że ja to ja. Nauczyłam się panować nad tymi wibracjami, ty jeszcze nie. Ale nauczysz się. – Nagle przestała się uśmiechać. – Martwię się o ciebie, Bill… Życie gwiazdy było ci pisane, ale to cię wyniszcza… – Zakończyła wszystko troskliwym, delikatnym pocałunkiem w czoło.
- Wybaczcie, że przerywamy tę czarującą scenę… – Odezwał się z boku przyjemny, rzeczowy głos, ani chybi naszej inteligentki.
- … ale musimy już chyba wracać do domu. – Mrugnęła Eva, dokańczając. Ze spokojnym uśmiechem Nina i Bill skinęli głowami na znak zgody. Czarny splótł palce swoje i przyjaciółki. Trzymał mocno, bo wiedział, że trzyma swoją podporę, swoją bratnią duszę. Żaden kumpel nie zastąpiłby mu tej dziewczyny. Choć wszyscy nazywają ją „głupią blondi”, to głupia wcale nie jest. Wręcz przeciwnie. Jej ciepłe spojrzenie i pełne, uśmiechnięte usta zawsze mówiły mu to samo: „Będzie dobrze. Byłam i jestem. Jestem i zostanę. Na zawsze.” …
Jednak Bill nie znosił lasu, nie cierpiał miejsc gdzie nie było nic stworzonego przez człowieka. Nienawidził kleszczy, błota, zbutwiałych roślin, robali, ptaków, węży, słowem wszystkiego, czego było pod dostatkiem w miejscach dziewiczej zieleni. Zrozumiałe więc było jego zniechęcenie, gdy dziś po lekcjach Stephanie złapała go na boisku żeńskiego skrzydła i zaproponowała mu wycieczkę z aparatem wprost do serca pobliskiego lasku. Plastyczka zapowiedziała konkurs fotograficzny i dziewczyna bardzo chciała wziąć w nim udział. Wykręcał się jak mógł, ale przenikliwe, zielone oczy dziewczyny zdradziły mu, że jeszcze słowo, a ucieknie z płaczem w przekonaniu, że nie chce z nią przebywać i do końca znajomości będzie mógł co najwyżej pomarzyć o wtuleniu twarzy w pachnącą kokosami białą plątaninę okalającą jej twarz. Westchnął i rzucił:
- A właściwie, to czemu nie? Jest piątek, nauka poczeka. Przyjdę po ciebie. – Opatrzył wypowiedź przekonującym uśmiechem.
Natychmiast się rozjaśniła, nie zważając na kilka nieprzyjemnych gęb przypatrujących się im z sąsiedniego boiska zarzuciła mu ręce na szyję, cmoknęła w policzek i krzyknęła na odchodnym:
- Będę czekać u siebie! – Oczywiście jego rówieśnicy płci męskiej od razu zaczęli poszturchiwać się z głupimi uśmieszkami. Przewrócił oczami. Był więcej niż pewien, że ich zboczone myśli przeszły na jednoznaczne tory. Obrócił się ku bramie szkoły. Jego uwagę przykuła biegnąca ku niemu blondynka w krótkich szortach, grubych rajtuzach opinających zgrabne, długie nogi i jasnoróżowej bluzie, z błyszczącą torbą zarzuconą na ramię. Rozpuszczone, jaśniutkie włosy przyklejały jej się co chwila do błyszczyka. Wyszczerzył zęby. Kogo jak kogo, ale Niny nie można było nie zauważyć w tłumie. Już po chwili czuł ręce przyjaciółki obejmujące go mocno w pasie.
- Stęskniłaś się za mną? – zapytał wciąż bezczelnie się szczerząc.
- Jasne, myślisz że tak łatwo mi bez ciebie wytrzymać? – Spojrzała na niego, teatralnie wydymając wargę jak małe dziecko mające zamiar się rozpłakać.
- Biedactwo ty moje… – zachichotał – Jak ty to robisz, że choćbym miał najgorszy dzień, to jak cię widzę robi mi się lepiej? – Przytulił ją. Uderzył go mocny zapach kwiatowej wody toaletowej.
- Nie wiem, chyba po prostu mnie uwielbiasz. – Uniosła brew.
- Chyba tak. Szkoda, że chodzisz do równoległej klasy. Wolałbym cię koło siebie w ławce. – Zmałpował jej minę. Kątem oka złowił kilka wściekłych min i paskudnych gestów przesyłanych mu zza siatki boiska. W duchu czuł złośliwą satysfakcję. Wielu chłopakom już w dzieciństwie bardzo podobała się Nina. Dlatego zawsze miał ją na oku i był bardzo krytyczny wobec jej „ukochanych”, bo jej styl był zwodniczy. Nieraz miał rację i dziewczyna słuchała jego rad.
- Bill, rozmawiałam ze Stephanie. Pamiętasz, jak na basenie powiedziałam ci, co czujesz?
- Tak, skąd wtedy wiedziałaś? – (patrz: rozdział 12 „Bingo!…”) Wytrzeszczył na nią oczy.
- Ech, znam cię przecież bardzo dobrze. Bill, to się bierze ze stresu. Też to znam. Jestem fotomodelką, wspominałam ci? Jeżdżę w trasy, tak jak ty i robię zdjęcia przy wieży Eiffla, London Eye i innych sławnych miejscach. A wiesz, co przeczytałam ostatnio? Że ludzie poddani ogromnemu stresowi służbowemu właśnie tak odbierają stresy prywatne. Przy Stephanie denerwowałeś się, bo ci się podobała, przy mnie, bo nie wierzyłeś, że ja to ja. Nauczyłam się panować nad tymi wibracjami, ty jeszcze nie. Ale nauczysz się. – Nagle przestała się uśmiechać. – Martwię się o ciebie, Bill… Życie gwiazdy było ci pisane, ale to cię wyniszcza… – Zakończyła wszystko troskliwym, delikatnym pocałunkiem w czoło.
- Wybaczcie, że przerywamy tę czarującą scenę… – Odezwał się z boku przyjemny, rzeczowy głos, ani chybi naszej inteligentki.
- … ale musimy już chyba wracać do domu. – Mrugnęła Eva, dokańczając. Ze spokojnym uśmiechem Nina i Bill skinęli głowami na znak zgody. Czarny splótł palce swoje i przyjaciółki. Trzymał mocno, bo wiedział, że trzyma swoją podporę, swoją bratnią duszę. Żaden kumpel nie zastąpiłby mu tej dziewczyny. Choć wszyscy nazywają ją „głupią blondi”, to głupia wcale nie jest. Wręcz przeciwnie. Jej ciepłe spojrzenie i pełne, uśmiechnięte usta zawsze mówiły mu to samo: „Będzie dobrze. Byłam i jestem. Jestem i zostanę. Na zawsze.” …
Wszystko sie okazało ludzkie ! :c
OdpowiedzUsuńA myślałam że bd tu trochę demonologii :c !
Czekam ;*