Heej! To moje pierwsze opowiadanie o Tokio Hotel, więc bądźcie wyrozumiali. Nie oczekuję miliona komentarzy pod pierwszą notka, ale chcę wiedzieć, jak mi idzie… Rozumiecie :D
Piękne, sierpniowe popołudnie iskrzyło się barwami ostatnich promieni lata. Każdy zwyczajny nastolatek kupował właśnie książki do szkoły, która miała się zacząć już za równy tydzień, lub korzystał z ostatnich chwil beztroski pluszcząc się w basenie albo wylegując na tarasie. Ale dwójka nastolatków, praktycznie już młodych mężczyzn, nie była zwyczajną parką bliźniaków. Wystarczyło na nich spojrzeć…
– No, dobra, po co nas tu ściągałeś, David? Mam lepsze rzeczy do roboty niż siedzenie i przyglądanie się, jak wykręcasz palce. Ze zdenerwowania, jak sądzę? – zapytał chłopak, którego głowę zdobiła burza miodowych dreadów oraz przekrzywiona figlarnie czapka.
- Widzisz, Tom, to trudne, ale muszę wam coś oznajmić…
- O-o, nie lubię takich gadek, bardzo nie lubię… Nie masz dobrych wieści, znam ten ton… – dodał ciemnowłosy koleś z dosyć… hm, dosyć… oryginalnym makijażem.
- Niestety, masz rację, Bill… Choć nie jest to aż tak zła wiadomość, jak mogłoby się wydawać…
- Mów o co chodzi, David – wtrąciła siedząca obok niego, pogodna kobieta z łagodnym wyrazem twarzy – moi synowie nie lubią czekać w napięciu, wiesz o tym. Poza tym, prędzej czy później będziesz zmuszony im o tym powiedzieć.
- Simone, proszę! No cóż, chłopaki, muszę wam z przykrością oznajmić, że na razie musicie przystopować z karierą…
- ALE JAK TO !!!? – wyrwało się z gardeł siedzących chłopaków.
- Widzicie, musicie wrócić do szkoły… Bardzo zaniedbaliście swoją edukację, powinniście w tym roku zdawać maturę, a… po prostu nie zdacie jej, bo nie macie wystarczająco rozwiniętej wiedzy, krótko mówiąc…
- Nie! Ja nie chcę znowu odrabiać prac domowych, pisać referatów, wkuwać do sprawdzianów i klasówek, odpowiadać przy tablicy i wstawać rano o nieprzytomnej godzinie!!! – darł się dreadziarz.
- Ale… wiesz, Tom, niechętnie to przyznaję, ale David ma rację. Ja, tata i wasz ojczym jesteśmy pewni, że pół roku, może rok szkolny o przyspieszonym toku nauczania dobrze wam zrobi, zdacie maturę i tak dalej. Na studia, rzecz jasna, was nie zaganiam, ale matura bardzo się wam przyda. – Ucięła Simone.
- A ty co o tym sądzisz, Bill? – zapytał menager.
- To, co mój brat. – warknął chłopak, nie spuszczając wzroku ze swoich paznokci, którym przyglądał się, próbując stłumić wściekłość.
– No, dobra, po co nas tu ściągałeś, David? Mam lepsze rzeczy do roboty niż siedzenie i przyglądanie się, jak wykręcasz palce. Ze zdenerwowania, jak sądzę? – zapytał chłopak, którego głowę zdobiła burza miodowych dreadów oraz przekrzywiona figlarnie czapka.
- Widzisz, Tom, to trudne, ale muszę wam coś oznajmić…
- O-o, nie lubię takich gadek, bardzo nie lubię… Nie masz dobrych wieści, znam ten ton… – dodał ciemnowłosy koleś z dosyć… hm, dosyć… oryginalnym makijażem.
- Niestety, masz rację, Bill… Choć nie jest to aż tak zła wiadomość, jak mogłoby się wydawać…
- Mów o co chodzi, David – wtrąciła siedząca obok niego, pogodna kobieta z łagodnym wyrazem twarzy – moi synowie nie lubią czekać w napięciu, wiesz o tym. Poza tym, prędzej czy później będziesz zmuszony im o tym powiedzieć.
- Simone, proszę! No cóż, chłopaki, muszę wam z przykrością oznajmić, że na razie musicie przystopować z karierą…
- ALE JAK TO !!!? – wyrwało się z gardeł siedzących chłopaków.
- Widzicie, musicie wrócić do szkoły… Bardzo zaniedbaliście swoją edukację, powinniście w tym roku zdawać maturę, a… po prostu nie zdacie jej, bo nie macie wystarczająco rozwiniętej wiedzy, krótko mówiąc…
- Nie! Ja nie chcę znowu odrabiać prac domowych, pisać referatów, wkuwać do sprawdzianów i klasówek, odpowiadać przy tablicy i wstawać rano o nieprzytomnej godzinie!!! – darł się dreadziarz.
- Ale… wiesz, Tom, niechętnie to przyznaję, ale David ma rację. Ja, tata i wasz ojczym jesteśmy pewni, że pół roku, może rok szkolny o przyspieszonym toku nauczania dobrze wam zrobi, zdacie maturę i tak dalej. Na studia, rzecz jasna, was nie zaganiam, ale matura bardzo się wam przyda. – Ucięła Simone.
- A ty co o tym sądzisz, Bill? – zapytał menager.
- To, co mój brat. – warknął chłopak, nie spuszczając wzroku ze swoich paznokci, którym przyglądał się, próbując stłumić wściekłość.
***
Pierwszego września po raz pierwszy od paru ładnych lat Kaulitzowie nie cieszyli się swoimi urodzinami, tak, jak do tej pory. Myśleli tylko o tym, żeby nie wypić za dużo. Co prawda pozwolono im przyjść do szkoły dopiero trzeciego września, jednak intensywny kac trzyma się w głowie niezwykle długo, o czym doskonale wiedzieli…
Tom miał jednak dużo lepszy nastrój niż jego brat i już po dłuższej chwili (i paru drinkach) udzielił mu się szampański nastrój. A co mi tam, myślał, znowu panienki będą mnie obskakiwać, gdy będę paradował po szkole krokiem zwycięzcy z bezczelnym uśmieszkiem na ustach i obstawą naiwniaków, którzy myślą, że coś im da zadawanie się ze mną.
Bill z kolei miał przed oczami obraz sprzed paru lat; chudy, czarnowłosy już chłopak snuje się po cichutku za swoim bratem macho i unika spojrzeń ładnych dziewczyn, zbyt nieśmiały, by zajrzeć im w oczy… Nie mógł przez to z początku wypić nawet jednego kieliszka alkoholu na rozkręcenie; nic mu nie smakowało i nic go nie cieszyło na samą myśl, że tamte, z pozoru dawno zażegnane czasy mają nagle powrócić i uderzyć w niego ze zdwojoną siłą…
Pierwszego września po raz pierwszy od paru ładnych lat Kaulitzowie nie cieszyli się swoimi urodzinami, tak, jak do tej pory. Myśleli tylko o tym, żeby nie wypić za dużo. Co prawda pozwolono im przyjść do szkoły dopiero trzeciego września, jednak intensywny kac trzyma się w głowie niezwykle długo, o czym doskonale wiedzieli…
Tom miał jednak dużo lepszy nastrój niż jego brat i już po dłuższej chwili (i paru drinkach) udzielił mu się szampański nastrój. A co mi tam, myślał, znowu panienki będą mnie obskakiwać, gdy będę paradował po szkole krokiem zwycięzcy z bezczelnym uśmieszkiem na ustach i obstawą naiwniaków, którzy myślą, że coś im da zadawanie się ze mną.
Bill z kolei miał przed oczami obraz sprzed paru lat; chudy, czarnowłosy już chłopak snuje się po cichutku za swoim bratem macho i unika spojrzeń ładnych dziewczyn, zbyt nieśmiały, by zajrzeć im w oczy… Nie mógł przez to z początku wypić nawet jednego kieliszka alkoholu na rozkręcenie; nic mu nie smakowało i nic go nie cieszyło na samą myśl, że tamte, z pozoru dawno zażegnane czasy mają nagle powrócić i uderzyć w niego ze zdwojoną siłą…
Następnego dnia czuł się dobrze. Wypił mało, więc wystarczyła szklanka wody mineralnej, aby zapomniał że wczoraj była w ogóle jakaś impreza! Tom z kolei wstał z okropnym kacem, ale w dobrym humorze.
- Cześć, co tam? – spytał Bill, gdy ubrany i nieco zaspany jeszcze skate wkroczył do kuchni z miną boleści na twarzy.
- Weź nie pytaj nawet tylko zarzuć piciem, bo mam trampka w gardle. I błagam, nie drzyj tak japy, bo mi łeb pęka!
- Jasne. Trzymaj. – mruknął cicho Czarny, podając spragnionemu bratu pełną butelkę wody. Uśmiechnął się pod nosem widząc, jak łapczywie pozbywał ją zawartości, czemu towarzyszył cichy trzask wciągającego się do środka plastiku. Gdy dread odsunął od mokrych ust szyjkę butli, wokół warg pozostał mu czerwony ślad. Na ten widok Bill tylko się roześmiał. Zdezorientowany brat rozejrzał się nieprzytomnie, po czym, spojrzawszy w lustro, również zachichotał, oprawiając uśmiech wesołym komentarzem;
- Ej, ja chyba znam tego gościa! – powiedział, wskazując na lustro – Ale ma głupi wyraz pyska! Chyba mu ktoś zrobił malinkę, tylko jakąś taką dziwną… Ty, patrz, on mnie małpuje! Ale jaja, mam klona!
Po chwili każdy zakątek domu wypełniał śmiech braci.
- Cześć, co tam? – spytał Bill, gdy ubrany i nieco zaspany jeszcze skate wkroczył do kuchni z miną boleści na twarzy.
- Weź nie pytaj nawet tylko zarzuć piciem, bo mam trampka w gardle. I błagam, nie drzyj tak japy, bo mi łeb pęka!
- Jasne. Trzymaj. – mruknął cicho Czarny, podając spragnionemu bratu pełną butelkę wody. Uśmiechnął się pod nosem widząc, jak łapczywie pozbywał ją zawartości, czemu towarzyszył cichy trzask wciągającego się do środka plastiku. Gdy dread odsunął od mokrych ust szyjkę butli, wokół warg pozostał mu czerwony ślad. Na ten widok Bill tylko się roześmiał. Zdezorientowany brat rozejrzał się nieprzytomnie, po czym, spojrzawszy w lustro, również zachichotał, oprawiając uśmiech wesołym komentarzem;
- Ej, ja chyba znam tego gościa! – powiedział, wskazując na lustro – Ale ma głupi wyraz pyska! Chyba mu ktoś zrobił malinkę, tylko jakąś taką dziwną… Ty, patrz, on mnie małpuje! Ale jaja, mam klona!
Po chwili każdy zakątek domu wypełniał śmiech braci.
Hihi , fajnie piszesz ^^
OdpowiedzUsuń